fot. J.Piszczek

Tegoroczna wiosna dała się we znaki każdemu plantatorowi. Brak opadów, trudna uprawa przedsiewna, niewielkie zasoby wody z zimy, bardzo często piętrowe wschody i tak można wymieniać jeszcze wiele innych zdarzeń, które tej wiosny miały miejsce na naszych polach. Ale to nie koniec walki o przyszły plon. Szkodniki już się „zorientowały”, iż burak cukrowy był mniej intensywnie chroniony w czasie wschodów, gdyż UE wycofała z zapraw insektycydowych ważne dla siewek buraka neonikotynoidy. Pchełka burakowa, która lubi ciepło i sucho zaatakowała pierwsza a dawno niewidziana mszyca pojawiła się na plantacjach stosunkowo wcześnie. Co jeszcze nas czeka? Nie zapominajmy o chorobach.

Najbardziej rozpowszechnioną chorobą liści buraka cukrowego jest chwościk burakowy a sprawcą grzyb Cercospora beticola Sacc. Każdy plantator tej rośliny doskonale zna tego agrofaga bez względu, w którym rejonie Polski uprawia buraki. Dawno minęły już czasy, gdy walczyliśmy z tą chorobą jedynie na południu kraju. Warto w kilku zdaniach przypomnieć jak wyglądają objawy, kiedy i gdzie można spodziewać się ich najwcześniej i jakie warunki pogodowe sprzyjają wzrostowi i rozprzestrzenianiu się zarodników.

Wilgoć, to nie tylko opady ale również rosa. Im obfitsza tym lepiej dla rozwoju grzyba. Temperatura w dzień w granicach 25 0 C a w nocy 15 0 C, jeśli taka pogoda utrzymuje się przez kilka dni to możemy być pewni, iż w najbliższym czasie napotkamy pierwsze objawy choroby.

Istotna uwaga. Nie należy sugerować się plantacją sąsiada. Powodów jest kilka, a jednym z nich jest siew odmian tolerancyjnych na tego grzyba. Jeśli do siewu użyto odmian takich jak EVEREST, PACIFIC, ZELTIC, BRAVO, GALLANT czy MILTON z palety firmy MARIBO to jest duże prawdopodobieństwo, że na tych polach objawy choroby pojawią się później lub nawet wcale, jeśli presja patogena będzie niewielka.

Objawy chwościka są bardzo charakterystyczne. To niewielkie, kilkumilimetrowe, okrągłe szare plamki, otoczone brunatno-czerwoną obwódką. W sprzyjających warunkach pogodowych, w krótkim czasie potrafią całkowicie opanować cały aparat asymilacyjny – liście. Jeśli w porę nie będziemy interweniować właściwym fungicydem to burak broniąc się przed całkowitym unicestwieniem będzie wypuszczał nowe liście. W tym czasie przyrosty masy są żadne lub niewielkie z równoczesną utratą już zgromadzonego cukru w korzeniach, bo przecież z czegoś trzeba czerpać energię. Możemy również wtedy zaobserwować w burakach charakterystyczną szyjkę korzeniową w kształcie piramidy. Oczywiście dotyczy to skrajnych przypadków, które od czasu do czasu pojawiają się na zapomnianych plantacjach.

Gdzie należy spodziewać się pierwszych objawów choroby? W szczególności od strony buraczyska, gdzie w poprzednim roku buraki były silnie zainfekowane, jeśli na tegorocznym polu była usypana pryzma korzeni, jeśli całe pole lub jego część jest burakiem po buraku, jeśli rośliny są osłabione poprzez np. krótkotrwałe zalanie wodą, czy z jakiś powodów są niedożywione. Od tych miejsc należy rozpocząć lustracje plantacji lub tradycyjnie od brzegu pola.

Pierwsze objawy najwcześniej pojawiają się na przełomie czerwca i lipca, oczywiście przy sprzyjających warunkach pogodowych. Najważniejsze z pytań, kiedy należy wykonać aplikację fungicydami, aby była najskuteczniejsza?

Należy pamiętać, iż najstarsze liście czyli te których najczęściej nie widzimy ulegają zakażeniu w pierwszej kolejności, a chodząc po plantacji najczęściej obserwujemy z góry tylko najmłodsze okółki. Z tego też powodu należy ruszyć z pomocą burakom cukrowym jeśli tylko dostrzeżemy nawet pojedynczą plamkę. Opóźnienie aplikacji skutkuje tym, że efektywność preparatów przy znacząco rozwiniętej chorobie będzie mocno skorygowana, czyli im później tym gorzej i drożej. W razie potrzeby należy powtórzyć zabieg. A jak sprawdzić czy na plantacji przybywa uszkodzonych roślin? Można na oko, ale można również bardziej dokładnie poprzez oznaczenie w kilku miejscach kolejnych roślin, gdzie pojawiły się pierwsze objawy i potem sukcesywnie je obserwować. Pamiętajmy, że żaden kalendarz ani podpatrywanie co robią na polu inni nie zastąpi lustracji własnego pola!